Dziś pojechałam na wystawę. Tym razem nie w roli widza. Uwierzycie? Pojechałam tam występować... Samo przybycie na wystawę nie do końca mi się podobało, bo nie podobała mi się wczesna pobudka, nie podobała mi się podróż, nie podobało mi się, że było tam tyle psów i w ogóle nie bardzo mi się widziała idea takich publicznych występów. Zwłaszcza, że uparli się aby nazywać mnie Lambada Vena. Cóż to za pomysł? Jestem Rica. Koniec kropka.
Ale były tam one... Na wystawie były inne chihuahua!
Tutaj, na przykład, jestem ja, jako Lambada Vena i Denis Eminentia Canis.
Denis jest pieskiem pani Teresy, która jest również właścicielką mojej mamy. W ogóle to niezły czad, że spotkaliśmy tu panią Teresę.
W każdym razie na wystawach to jest tak, że przyjeżdżamy wymyci, wyczesani i gotowi zaprezentować wszystkie sztuczki, których uczyliśmy się wcześniej. Chodzimy w kółko, stoimy na stoliku, pokazujemy zęby i inne takie.
Przyjeżdżają też maluchy ale one są głupiutkie więc trzymamy je w klatkach.
Oczywiście jak podrosną, to je wypuszczamy i się z nimi zaprzyjaźniamy ale póki co, wystawa to poważna sprawa dla dużych.
Startuje się w kolejności od najmłodszych wiec ja byłam dziś trzecia. Jak przyszła moja kolej to poszłyśmy z moją Panią na ring i zrobiłyśmy co należy.
Werdykt? Nie wiem czego się spodziewaliście ale napisali mi tak: "Doskonała wielkość i proporcje. Doskonała górna linia, dobrze ustawione i kątowane kończyny. Bardzo ładna główka o doskonałych proporcjach. Doskonała szata, ruch i temperament.". Reasumując? Wybitnie obiecująca i tytuł najlepsze szczenię!
Ciekawi mnie tylko ile związku ze zdobyciem pierwszej lokaty miał fakt, że w klasie szczeniąt byłam tam tylko ja...